Znaczenie społeczne nauki

Oprócz tych względów, są i polityczne, specjalnie do nas Polaków się stosujące. Za granicą są trzy kategorie uczniów: jedni, pilni, szukający w studiach środka do przyszłego utrzymania, drudzy jeszcze pilniejsi, studiujący na razie dla samej wiedzy, z zamiłowania i trzeci – typ częsty w Niemczech – bursze, traktujący swe studia bardzo lekko, a z predylekcją dla kufla, dziewki i rapirów. U nas oprócz tych trzech typów istnieje jeszcze czwarty, obejmujący niestety bardzo znaczny procent młodzieży, częstokroć najlepszej, idealnej, która by się może bardzo nadawała do podciągnięcia pod sztandar prawdziwej nauki. Jest to młodzież rozpolitykowana i rozspołeczniona, która nie rozumie i nie odczuwa tego, że nabycie bardzo gruntownej wiedzy jest najpierwszym jej obowiązkiem obywatelskim, oraz że praca na polu nauki ojczystej przyczynia się w bardzo wysokim stopniu do podniesienia kultury ojczyzny naszej i do duchowego podźwignięcia narodu, bośmy żywi przede wszystkim duchem, bośmy potężni kulturą naszą, bo to nasza opoka najsilniejsza. Wczesne politykowanie uszczupla również w znacznej mierze zastęp młodych pracowników naukowych.

A wreszcie jeszcze jedna okoliczność. Do uczonych zagranicznych, a często nie tyle do nich, ile wprost do głośnych uniwersytetów zjeżdża się często młodzież z różnych krajów, bo języki zwłaszcza francuski, niemiecki i angielski znane są powszechnie. Ileż to i naszej młodzieży, szczególnie z Królestwa, udaje się corocznie do uniwersytetów szwajcarskich, niemieckich lub do Paryża, a młodzieży galicyjskiej – do Wiednia. Do naszych, choćby najwybitniejszych uczonych bardzo rzadko przyjeżdżają uczniowie z zagranicy, bo nie znają języka, tak samo i do najsłynniejszych uczonych np. rosyjskich nie zjeżdża się po naukę młodzież z zagranicy dla tego samego powodu. Większą może jeszcze rolę odgrywają tu uczucia patriotyczne. Rzadko bardzo młodzieniec Francuz pojedzie po naukę do Niemiec lub Anglii, Anglik do Francji, Niemiec do Francji lub Anglii; jeżdżą zwykle dopiero młodzi uczeni, już wyrobieni badacze, w celu rozszerzenia i uzupełnienia swych studiów, nabytych w ojczyźnie i poznania pewnych nowych metod lub kierunków, ale młodzież, zapisująca się do uniwersytetów, szuka nauki we własnym kraju. Tego patriotyzmu brak młodzieży naszej; wiele młodych sił naszych błąka się po uczelniach zagranicznych, po laboratoriach niemieckich, francuskich, szwajcarskich, często o wiele gorzej uposażonych, niż nasze i kierowanych przez siły naukowe, znacznie ustępujące niejednej z naszych. Ale myśmy zawsze tacy: »cudze chwalicie, swego nie znacie«. Rozmawiałem raz z pewnym młodym przyrodnikiem warszawskim, który np. nie wiedział o znakomitych pracach naukowych takiego Em. Godlewskiego starszego z Krakowa z dziedziny fizjologii roślin i chemii rolniczej, takiego E. Janczewskiego z Krakowa z systematyki botanicznej, który nie słyszał np. o doskonałej szkole chemii lekarskiej takiego np. Bądzyńskiego we Lwowie i o znakomitych pracowniach wielu, wielu innych uczonych polskich obu naszych uniwersytetów, którzy mogli-by być ozdobą pierwszorzędnych wszechnic zagranicznych. Ten zakorzeniony u nas zwyczaj nieszczęsny do obniżania swego, a małpowania cudzego, jest też przyczyną, iż młodzież nasza tak lubi szukać obcych bogów za granicą, a czyni to często z wielką dla siebie i dla kraju szkodą. Wszystkie okoliczności powyższe uszczuplają, rzecz prosta, do pewnego stopnia zastęp zdolniejszych uczniów w naszych wszechnicach, uczniów, z których mogliby się rekrutować pracownicy naukowi.

Przytoczyłem nieco obszerniej różne względy, które tłumaczą nam, dlaczego liczba uczniów uniwersyteckich, zapowiadających lepszy materiał naukowy, jest stosunkowo w naszych uczelniach mniejsza, niż w niektórych zagranicznych, powiadam niektórych, bo znam wiele świetnie urządzonych laboratoriów za granicą, w których roczna produkcja naukowa jest o wiele mniejsza, aniżeli w niektórych czynniejszych pracowniach naszych uniwersytetów, wskutek braku właśnie tamże dostatecznej liczby pracowników.

W szczególności brak ten odczuwać się niekiedy daje w naukach przyrodniczych, a to z dwojakiego powodu, naprzód, ponieważ te ostatnie nie dają tak łatwego zapewnienia chleba w przyszłości, jak medycyna, prawo lub filologia z pośród nauk wydziału filozoficznego, powtóre, ponieważ w szkołach średnich panuje jeszcze wciąż kierunek filologiczno-humanistyczny i przeciętny uczeń gimnazjalny, o ile po za studiami szkolnymi nie oddaje się w wyższych zwłaszcza klasach lekturze rzeczy przyrodniczych, nie nabiera przekonania o doniosłości, potędze tych nauk i o niezwykłym ich uroku. Stąd też między innymi ogromne ma znaczenie popularyzowanie nauki. Nie tylko dorośli dowiadują się o wielkich problematach, zadaniach i o znakomitych wynikach badań przyrodniczych i zachęcają przeto młodzież do poznawania przyrody, ale i sama młodzież, zwłaszcza w wyższych klasach szkół średnich, przez lekturę poważnych dzieł, dla ogółu przystępnych, nabiera pietyzmu dla ścisłej wiedzy i zamiłowania do umiejętności przyrodniczych. Dlatego też popularyzowanie nauki w kraju uważam za jeden z pośrednich, a doniosłych sposobów rozwoju samej że nauki i zyskiwania przyszłych pracowników na jej niwie.