Popularyzowanie wiedzy cz. 2

W pierwszym roku studiów uniwersyteckich napotkać już tedy można nieliczną wprawdzie stosunkowo, ale głęboko i szczerze nauki pragnącą i pietyzmem dla niej przejętą gromadkę uczniów, różniącą się od większości szarego, że tak powiem, tłumu słuchaczy, traktujących studia swe tylko jako conditio sine qua non w drodze do zdobycia sobie chleba. Dla tego to najpiękniejszego kwiatu młodzieży uniwersyteckiej, studiującego przede wszystkim przez miłość dla wiedzy, warto poświęcić wiele trudu i pracy w obowiązkach nauczycielskich, a z niego to rekrutować się też będą w przyszłości samodzielni pracownicy naukowi. Ten pietyzm dla nauki, owo pragnienie wiedzy, wynikające przede wszystkim z poczucia jej potęgi i uroku, należy podtrzymywać i coraz bardziej rozbudzać w młodzieży, do czego w pierwszym rzędzie służą wykłady. Dobry wykład pociąga ją i zachęca do pracy, zły odbiera jej ochotę do tej ostatniej, przynosi przykre i smutne rozczarowanie.

To też przede wszystkim słów kilka o rodzajach wykładów uniwersyteckich, jako o środkach, bądź to warunkujących ukochanie przez uczniów nauki, bądź to zniechęcających ją do niej.

Najczęściej napotykamy trzy główne typy wykładów, odpowiadające trzem typom profesorów uniwersyteckich. Niekiedy ci, którzy samodzielnie nie pracują, którzy nie biorą udziału w twórczej działalności naukowej, nie uczuwają też potrzeby śledzenia jej postępów i zadawalniają się raz opracowanym kursem swoich wykładów przez lat bardzo wiele, jeśli nie przez całe życie, z drobnymi tylko zmianami. Znałem profesorów’, których zeszyt sakramentalny, wyciągany przed wykładem z kieszeni, rozpadał się ze starości, a białe niegdyś ćwiartki jego papieru miały barwę żółto-brunatną; większość takich profesorów umie zresztą swe wykłady na pamięć wskutek ciągłego od lat wielu ich powtarzania. O tych nauczycielach mówić tu nie będziemy; stoją oni po za nawiasem istotnej pracy naukowej; są to raczej urzędnicy, spełniający swoje biurowe zajęcie i do tego urzędnicy „nie konceptowi”, a przy tym niesumienni. W najlepszych nieraz uniwersytetach mamy takie jednostki wyjątkowe; widziałem je za granicą, a nie brak ich było niestety i w naszych polskich wszechnicach, zwłaszcza w czasach dawniejszych. Na szczęście należą oni dziś do bardzo wielkich rzadkości. Ci, rzecz prosta, nie rozbudzają bynajmniej w słuchaczach swych zapału dla wiedzy.

A więc – dwa inne typy. O tych dwóch wspomnieliśmy już wyżej, mówiąc o dwóch typach badaczy: klasykach i romantykach, gdyż najczęściej z danym typem badacza łączy się też odpowiedni typ nauczyciela — wykładającego, jakkolwiek zachodzą tu także wyjątki. Niektórzy wykładający nie mają czucia i miary swego audytorium, nie umieją się do niego przystosować, wchodzą częstokroć w szczegóły zbyt wielkie, rozpatrują zbyt obszernie pewne kwestie, ich samych może bardzo interesujące w danej chwili i bardzo może doniosłe pod względem naukowego ich znaczenia, ale dla audytorium uniwersyteckiego, zwłaszcza dla wykładów ogólnych zanadto specjalne;  nadają się one raczej do pewnych bardzo szczegółowych kursów z zakresów specjalnych danej umiejętności, wykładów przeznaczonych dla grona zdecydowanych już specjalistów w danej gałęzi umiejętności. Wykładom takim brak często odpowiedniego ujęcia, pewnej syntezy, są one zwykle zbiorem faktów szczegółowych, zgrupowaniem nawet wielu poglądów teoretycznych; ale wprowadzając słuchaczy do labiryntu faktów i teorii, zostawiają ich w tym ostatnim, nie wskazują im wyjścia z niego, a umysł początkującego ucznia uniwersyteckiego nie może się w tern wszystkim połapać, zorientować; uczuwa on przygniatający go ciężar wiedzy, tłoczący go ogrom, a uczucie to jest dlań przykre i zraża go niejednokrotnie do danej gałęzi umiejętności.