Popularyzowanie wiedzy cz. 1

Sam pamiętam, jak wielkie wrażenie wywierała na mnie lektura książek popularno-naukowych, pism Tyndalla, Faradaya, wspaniałych odczytów biologicznych Henryka Tomasza Huxley’a, szkiców zoologicznych Lewesa, dzieł Ernesta Haeckla, Karola Yogta i wielu, wielu innych znakomitych popularyzatorów nauki w najlepszym znaczeniu tego wyrazu.

Pamiętam, jak rozbudziła się we mnie wyobraźnia i jaką gorącą miłością zapałałem dla wiedzy przyrodniczej, gdy jako młody chłopiec przeczytałem „Czary w krainie wiedzy” Arabelli Bukley. A później, gdy jako kilkunastoletniemu młodzieńcowi dostały mi się do rąk śliczne „Szkice z życia zwierzęcego” Lewesa, zapadło we mnie postanowienie oddania się biologii. Dziś mi jeszcze stoją żywo w pamięci słowa, którymi Lewes rozpoczyna swe szkice: „Pójdźmy i wpatrzmy się z zamiłowaniem w przyrodę. Ona oddycha, drga i żyje, działa w około nas w miriadach kształtów organicznych, których nikt nie dostrzega, nikt się nie domyśla, nie zaszczyca nawet zwróceniem uwagi. Czy przechodzimy przez lasy i łąki, przez ogrody i pola, wysokie pagórki i szerokie równiny; czy też stąpamy po brzegach spokojnych strumieni, wijących się wpośród krzaków, albo po rafach burzliwego morza; czy też nareszcie zwiedzamy głębokie, wilgotne pieczary albo strome szczyty; wszędzie, czy to w powietrzu nad nami, czy na ziemi u stóp naszych, czy wreszcie w wodach podziemnych – wszędzie naokół nas wre życie!… Skądkolwiek zaczniemy, nigdy nie dojdziemy końca, a ciekawość nasza nigdy nie dozna zawodu. Kto kiedykolwiek poczuje w sobie popęd do badania przyrody organicznej, w tym nie ostygnie zapał w ciągu całego życia, a owe prace będą dlań pragnieniem i wieczną rozkoszą!”

Przypominam sobie, że gdy przeczytałem w dziele Lewesa ustęp o przekopnicy (Apus), pięknym skorupiaku wód naszych, który przez długie lata budził wielkie zainteresowanie śród biologów, ponieważ sądzono, że istnieją tylko samice tego zwierzęcia1), gdy przeczytałem ustęp opisujący piękny wieczór letni w ogrodzie pewnego znakomitego profesora w Monachium, kiedy licznie zebrane towarzystwo oczekiwało niecierpliwie gospodarza domu, z dalekiej powracającego wycieczki, odbytej celem złowienia w bagienku leśnym przekopnic, gdy przeczytałem, jak towarzystwo otoczyło profesora i przyglądało się z podziwem niezwykłej tej istocie — postanowiłem i ja zobaczyć żywą przekopnicę i przypominam sobie, jak wielkie wrażenie wywarł na mnie po raz pierwszy widok tych dziwnych istot, szybkimi ruchy przesuwających się w zacisznym, płytkim bagienku w parku Łazienek warszawskich. Pamiętam też, jak pracowała wyobraźnia moja, gdy w wyższych klasach gimnazjalnych podczas nudnych lekcji greki i łaciny czytałem pod ławką „Dzieje utworzenia przyrody” E. Haeckla lub wspaniałe Karola Vogta „Listy o fizjologi”.

Dzieła popularno-naukowe, pisane przez gruntownych znawców, zawierające zdrowe ziarna wiedzy, jasno, wyraźnie i w ponętnej szacie przedstawione, są więc znakomitym środkiem rozbudzania w umysłach młodzieży szczerego, głębokiego zamiłowania do nauki, a takie zamiłowanie – to jeden z najważniejszych warunków przyszłej, poważnej, usilnej pracy na uniwersytecie i oddania się nauce.

Pośród uczniów, którzy już od pierwszej chwili zapisania się na uniwersytet zwrócili się do mnie z prośbą o przyjęcie ich do laboratorium, miałem kilku takich, co w rozmowie poufnej przyznali się, iż w pewnej mierze pociągnęła ich do biologii lektura moich książek w rodzaju „Szlakami wiedzy”, „Z zagadek życia”, „Z teki Biologa”, książek, które już w wyższych klasach gimnazjalnych z upodobaniem czytali. Sprawiało mi to zawsze niewymowną rozkosz, jako autorowi, a gdyby tylko mała bardzo cząstka młodzieży pod wpływem pism tych zdecydowała się poświęcić biologii, uważałbym to za najwyższą nagrodę dla siebie za poniesione w tym kierunku trudy. Jeszcze większe zadowolenie moralne sprawiła mi odbitka pracy naukowej (z dziedziny zoologii), przysłana mi przez pewnego nieznanego mi osobiście młodego autora polskiego z Berna z dedykacją „nieznanemu swemu nauczycielowi z wyrazami głębokiej wdzięczności”.