Nauczyciel w grupie uczniów

Są badacze, i to nawet bardzo wybitni, którzy uczniów, t. j. pracowników na polu nauki stworzyć nie umieją i nawet nie usiłują. Jest to najczęściej właściwe, jak widzieliśmy w rozdziale poprzednim, uczonym typu klasycznego. Ale i nie wszyscy romantycy stwarzają szkoły; jest to wprawdzie charakterystyczne dla bardzo wielu typowych przedstawicieli tego rodzaju badaczy, ale zdarzają się i tutaj wyjątki nie rzadkie. Oczywista zatem, że muszą istnieć jakieś swoiste, specjalne warunki, umożliwiające wytworzenie przez danego badacza zastępu zdolnych, młodych pracowników naukowych. Ponieważ jednak chodzi tu o dwie strony, warunki muszą być też obustronne: w nauczycielach i w uczniach. Co do tych ostatnich, to tu rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, muszą być bowiem przede wszystkim zachowane warunki, nie mające nic wspólnego z psychiką uczniów, jako przyszłych badaczy, lecz całkiem postronne, zależne np. od wielu czynników społecznych i nawet politycznych.

Ponieważ, jak niżej zobaczymy, nauczyciel musi przede wszystkim umieć dokładnie wybierać pomiędzy uczniami, podpatrywać ich uzdolnienia i wprzęgac pewne jednostki do odpowiednich zajęć naukowych, musi on tedy mieć z czego wybierać, musi posiadać obfity materiał, czyli duży zastęp początkujących uczniów. To zaś nie zależy już od niego, lecz częstokroć od bardzo różnorodnych okoliczności. Duża część młodzieży, wstępującej na uniwersytet, szuka tu nie tylko źródła czystej wiedzy, ale i środka do zapewnienia sobie w przyszłości bytu materialnego i stanowiska społecznego. W społeczeństwach idealnych uniwersytet winien być wyłącznie i jedynie świątynią wiedzy oraz wychowywać i kształcić ludzi nauki, którzy-by w życiu kontynuowali świętą sprawę pielęgnowania umiejętności, uprawiania szczytnego kultu prawdy, do którego powołaną jest ścisła analiza naukowa. Jak akademie sztuk pięknych mają za zadanie kształcenie artystów i pielęgnowanie sztuki, tak uniwersytety powinny mieć na celu kształcenie uczonych Brak interesu i kult wiedzy czystej. Ale jak daleką jest od tego u młodzieży ideału rzeczywistość! Spójrzmy na owe setki przyszłych adwokacików, zaprzątniętych już podczas studiów uniwersyteckich myślą o praktyce i o interesach z nią związanych, na owe setki młodzieży już w czasie studiów marzących o kołnierzu urzędniczym i zaciągających się nawet (i to wcale nie zawsze z potrzeby materialnej) do przygotowawczej pracy biurowej, spójrzmy na owe setki medyków, którzy muszą uważać swe studia za środek do osiągnięcia korzyści materialnych w przyszłym życiu i upatrują w rozległej praktyce najwyższy swój ideał, na wielu »filozofów«, którym wszystko było jedno, czy po ukończeniu gimnazjum zapisali się na filologię klasyczną, polonistykę, historię, matematykę lub przyrodę, a w tej niekiedy obojętne im jest, czy »pójdą« np. na chemię lub biologię, aby tylko jak najprędzej otrzymać posadę w gimnazjum lub szkole realnej i rozpocząć szablonowe dzieło, którego sami są świeżym produktem ł). Spójrzmy wreszcie na te setki młodych dziewcząt, zapisujących się na uniwersytet po zdobyciu matury gimnazjalnej, lub na liczne „nadzwyczajne” słuchaczki oraz t. z. hospitantki! Jak stosunkowo rzadko przyświeca którejkolwiek z nich wzniosły ideał gorącego umiłowania przedmiotu i pracy naukowej; tu znowu albo o chleb chodzi, albo o osiągnięcie „wyższego wykształcenia”, jeżeli – niestety – nie wprost o passer le łemps w miłym i przyjemnym otoczeniu. Stosunki takie wyrobiły się w uniwersytetach z konieczności: te ostatnie stały się szkołami fachowymi, wychowującymi księży, lekarzy, adwokatów, nauczycieli, a tylko obok tego zachowały też one swój charakter przybytków czystej wiedzy, mających na celu kult badawczej pracy naukowej i pomnażanie ogólnej skarbnicy wiedzy ludzkiej.

Już z tego samego wynika, że każdy z członków ciała profesorskiego, który nad postępem wiedzy pracuje i mógłby stworzyć szkołę młodych uczonych, znajduje stosunkowo tylko bardzo mało materiału odpowiedniego śród młodzieży uniwersyteckiej. Do laboratoriów np. przyrodniczych zapisuje się większość takich tylko uczniów, którzy muszą obowiązkowa wykazać się zajęciami laboratoryjnymi przez ciąg jednego lub kilku semestrów w celu dopuszczenia ich do tz. egzaminów nauczycielskich, otwierających pole do upragnionych posad w szkolnictwie. Do pracowni lekarskich zapisuje się większość takich tylko uczniów, którym laboratoria te są niezbędne do złożenia rygorozów medycznych. Niezmiernie mały stosunkowo procent szuka w pracowniach uniwersyteckich głębszej nauki, oddając się w nich studiom naukowym bez żadnego ubocznego celu, lecz tylko z zamiłowania i z pietyzmu dla wiedzy. To są względy społeczne, chęć lub konieczność jak najszybszego zdobycia sobie kawałka chleba, a dzięki tym stosunkom niewielu tylko młodych ludzi zatrzymuje się dłużej w pracowniach naukowych. Co najwyżej, liczniejsze nieco jednostki dążą jeszcze do osiągnięcia, np. na wydziale filozoficznym, stopnia doktorskiego, a rozprawa ich jest pierwszą i ostatnią pracą naukową, o ile jest taką istotnie, ho niestety wielu profesorów stawia tak małe wymogi rozprawom doktorskim, że są to raczej wypracowania szkolne lub kompilacje, a nie wyniki samodzielnych badań, wnoszące rzetelną zdobycz do ogólnej skarbnicy wiedzy ludzkiej. Dla większości jednak nawet i doktorat jest zbędny, gdyż i bez niego posadę można otrzymać.